Rodzina

Fotografowali całe miasto. Siebie — prawie wcale

Przez sześćdziesiąt pięć lat zakład „E. Janusz” zrobił rzeszowianom około trzydziestu sześciu tysięcy zdjęć. Fotografował ich na chrzcinach, w mundurach, przed wyjazdem za ocean i po powrocie. W zbiorze, który stoi na tej stronie, jest też album samej rodziny — dwadzieścia dziewięć kart — i to jest w nim rzecz najdziwniejsza: prawie nikt nie ma tam nazwiska.

Nie dlatego, że ktoś je zgubił. Po prostu nikt ich nie zapisał — bo po co podpisywać własną ciotkę. Ludzie, którzy wiedzieli, kto jest kto, odeszli, a zostały twarze bez nazwisk. Poniżej dziesięć kart, na których ktoś ma imię — i to, skąd każde z nich pochodzi. Bo pochodzą z trzech różnych miejsc, a różnica między nimi jest ważniejsza niż gładkie zdanie.

Edward

Edward Janusz, 1850–1914

Identyfikacjaprzekaz rodzinny

Autor całej reszty. Człowiek, który zrobił większość zdjęć w tym zbiorze, na własnym portrecie stoi jak każdy inny klient: garnitur, sumiasty wąs, popiersie. Datowanie — około 1905–1914 — bierze się z jego wieku na zdjęciu, więc to jedna z ostatnich fotografii przed śmiercią w marcu 1914 roku.

Tożsamość opiera się na przekazie rodzinnym i tego nie zamalowujemy: to nie jest podpisany portret, tylko zdjęcie, o którym w rodzinie wiadomo, że przedstawia Edwarda. Potwierdzenie jest możliwe i wiadomo już, z czym porównywać: w Muzeum Historii Miasta Rzeszowa jest MALOWANY portret Edwarda Janusza pędzla Aleksandra Augustynowicza, przekazany w darze przez potomków rodziny. Dopóki takiego porównania nie zrobiono, piszemy „wg przekazu”, a nie „to on”.

Leopoldyna

Leopoldyna Janusz z domu Krause

Identyfikacjaprzekaz rodzinny

Kobieta, która nie dała firmie umrzeć. Owdowiała w marcu 1914 roku, na kilka miesięcy przed wojną, z czworgiem dzieci i zakładem do prowadzenia — i prowadziła go przez dwadzieścia lat, pod niezmienionym szyldem męża.

Ten portret ma pewien szczegół, który sam w sobie jest informacją: zachował się w DWÓCH formatach — jako składana wizytówka z tłoczoną, koronowaną winietą i jako pocztówka fotograficzna. Zdjęcia nie odbija się dwa razy w różnych formatach przypadkiem. Ktoś w tej rodzinie chciał mieć jej wizerunek pod ręką w dwóch postaciach naraz.

Karl Krause

ojciec Leopoldyny, wrzesień 1895

Identyfikacjawłaściciel zbioru

Na awersie ktoś napisał ręką: „1895 September”. Pośrodku siedzi sędziwy brodacz, wokół niego dziewięcioro dzieci w różnym wieku. Przez lata karta była opisana po prostu jako portret rodzinny — dopóki właściciel zbioru nie wskazał, kim jest ten człowiek.

To Karl Krause, ojciec Leopoldyny: rzeźbiarz i malarz z Raabs an der Thaya w Dolnej Austrii, ten sam, który kupił kiedyś sprzęt fotograficzny, przekonał się, że nie umie się nim posługiwać, i wykształcił w tym kierunku córkę. To jedyne jego zdjęcie w tym zbiorze — i zarazem dowód rzeczowy na coś, o czym inaczej wiedzielibyśmy tylko z opowieści: że austriacka rodzina Leopoldyny bywała w Rzeszowie. Fotografia powstała we wrześniu 1895 roku w atelier zięcia.

Imion dziewięciorga dzieci nie znamy i nie zgadujemy. Wolimy brak nazwiska niż nazwisko zmyślone.

Bronisława Malis

z Fryderykiem, synem fotografa

Identyfikacjawłaściciel zbioru

Ta karta najdłużej opierała się opisowi. Widać na niej młodą kobietę w pełnym stroju rzeszowskim — haftowana koszula z bufiastymi rękawami, czarny aksamitny gorset, spódnica w drobne kwiatki, sznury korali, koronkowy czepiec mężatki — z niemowlęciem w białej sukience na rękach. Z samego stroju dało się wyczytać tylko tyle, że jest ze wsi pod Rzeszowem, więc karta nosiła ostrożny domysł: „babcia rodziny”.

Domysł był chybiony. To Bronisława Malis, a dziecko na jej rękach to Fryderyk, syn Edwarda. Przez ponad czterdzieści lat była w domu Januszów kucharką i opiekunką — najpierw dzieci, potem wnuków. Wychowała w tej rodzinie dwa pokolenia i dlatego jest w rodzinnym albumie, choć nie łączyło jej z Januszami pokrewieństwo.

Jedna rzecz się tu nie domyka i mówimy o tym wprost. Fryderyk urodził się w 1892 roku, a rewers nosi PEŁNĄ pieczątkę z tytułem cesarsko-królewskiego nadwornego fotografa — tytułem nadanym w 1898. Albo dziecko jest starsze, niż wygląda, albo pieczątkę dobito na starszej odbitce później. Nie rozstrzygamy tego.

Fryderyk

syn Edwarda i Leopoldyny, ur. 1892

Identyfikacjawłaściciel zbioru

Dwa portrety, jedna osoba — do niedawna opisane ostrożnie jako „możliwie ta sama”. Właściciel zbioru rozstrzygnął: na obu jest Fryderyk, jedyny syn Edwarda i Leopoldyny, urodzony w 1892 roku. Datowanie obu na lata 1910–1918 zgadza się z jego wiekiem: miałby wtedy od osiemnastu do dwudziestu sześciu lat.

Zdjęcia są nietypowe jak na ten zakład — to nie są sztywne portrety gabinetowe, tylko ujęcia nastrojowe: raz z głową wspartą na dłoni przy ozdobnym stoliku, raz z profilu, w miękkim, malarskim świetle. Fotografowano tu syna, nie klienta, i widać to po swobodzie.

Fryderyk nie przejął zakładu. Studiował prawo w Wiedniu i Krakowie, został sędzią Sądu Okręgowego w Rzeszowie — a firmę po ojcu poprowadziły najpierw matka, potem siostry.

„Syn Edwarda Janusza”

tożsamość nierozstrzygnięta

Identyfikacjaprzekaz rodzinny

Elegancki, całopostaciowy portret: melonik, długie palto, garnitur z kamizelką, malowana sceneria w tle. Przekaz rodzinny mówi o tej karcie tyle, że przedstawia syna Edwarda Janusza — i ani słowa więcej.

Zostawiamy to jako pytanie otwarte, bo nasuwa się oczywiste. Edward miał czworo dzieci i tylko jednego syna: Fryderyka. Gdyby przekaz był ścisły, to powinien być on — datowanie na lata 1905–1914 dawałoby mu trzynaście do dwudziestu dwóch lat, więc wiek by się bronił. Ale nikt tego nie powiedział, a my nie dopisujemy nazwiska do twarzy tylko dlatego, że pasuje logicznie. Jeśli ktoś umie to rozstrzygnąć — czekamy.

Trzeci rodzaj podpisu

Nazwiska napisane na odwrocie

Trzy karty z tego albumu noszą imię, którego nie podała rodzina ani właściciel zbioru — napisał je ktoś ołówkiem albo atramentem na rewersie, dawno temu. To najpewniejszy rodzaj podpisu, jaki zdarza się w fotografii z tamtych lat, i zarazem najbardziej ulotny: wystarczy, że ktoś przytnie kartonik.

Wisia i Antoni

6 lutego 1928

Identyfikacjanapis na rewersie

Ślubne popiersie na tle draperii: ona w jasnej sukni i kapeluszu cloche z piórami, z okazałym bukietem, on w ciemnym garniturze, z białą muszką i kwiatem w klapie. Moda datuje zdjęcie na drugą połowę lat dwudziestych, a rewers rozstrzyga to co do dnia: odręczne „6.02.1928 — Wisia i Antoni” i fioletowy datownik „6 LUT 1928”.

Rewers tej karty to zresztą mały wykład o tym, jak działał zakład: obok imion stoją numery zamówienia i znaki retuszera („1/4”, „1/1”), czyli ślad tego samego rzemiosła, o którym mowa na stronie historii. Zdjęcie zrobiono czternaście lat po śmierci Edwarda — prowadziła wtedy firmę Leopoldyna.

Jerzy

1902 i ok. 1903, dwie odbitki

Identyfikacjanapis na rewersie

Chłopiec w białym ubraniu z wielkim marynarskim kołnierzem, w pumpach i wysokich trzewikach, na tle malowanego pejzażu. Dwie odbitki z tej samej albo sąsiedniej sesji, jedna datowana na rewersie 1902, druga „ok. 1903”. Na pierwszej rewers podaje samo imię — Jerzy. Na drugiej jest też nazwisko i odczytano je jako Grotowski, ale sam katalog stawia przy tym odczycie zastrzeżenie.

Nazwisko brzmi w Rzeszowie znajomo, więc powiedzmy od razu, czego tu nie ma. Reżyser Jerzy Grotowski urodził się w Rzeszowie w 1933 roku — trzydzieści lat po tym zdjęciu. To nie jest on i nie może być. Czy łączy go coś z tym chłopcem, nie wiemy i nie zgadujemy; do rozstrzygnięcia zostaje najpierw sam odczyt nazwiska z rewersu.

Uwaga: Fryderykowie byli dwaj

W papierach po tej rodzinie imię Fryderyk pojawia się w dwóch zupełnie różnych miejscach i łatwo je zlepić w jedną osobę. To dwaj różni ludzie z dwóch pokoleń.

FRYDERYK — BRAT Edwarda. Młodszy, mieszkał w Warszawie, był dyrektorem fabryki mebli giętych. Jego rodzina była prześladowana przez rosyjskiego zaborcę za działalność patriotyczną: zginął bratanek, jego samego uwięziono. Wiadomość o jego śmierci była dla schorowanego Edwarda ostatnim ciosem — kilka tygodni później, w marcu 1914 roku, umarł.

FRYDERYK — SYN Edwarda. Urodzony w 1892 roku w Rzeszowie, drugie z czworga dzieci. Prawnik, sędzia Sądu Okręgowego w Rzeszowie. To jego widać na dwóch portretach wyżej i jako niemowlę na rękach Bronisławy Malis.

Reszta albumu

Dziewiętnaście twarzy bez nazwiska

Poza dziesięcioma wyżej w zbiorze leży jeszcze dziewiętnaście kart z tego samego rodzinnego albumu: starsza kobieta w owalnej winiecie, żołnierz w mundurze austro-węgierskim z elegancką kobietą w futrze, dziewczynka w białej sukni do Pierwszej Komunii, młoda kobieta w pelerynie z futrem i kapeluszu z piórem, niemowlę, dziecko z dwiema lalkami, para młoda z 1928 roku. Wszystkie zrobione w tym samym atelier, wszystkie przechowane przez tę samą rodzinę — i na żadnej nikt nie umie wskazać człowieka po nazwisku.

To nie jest brak, który da się załatać kwerendą w archiwum. Takie nazwiska wracają wyłącznie od ludzi: ktoś rozpoznaje pradziadka, ktoś ma tę samą twarz w domowym albumie, ktoś pamięta opowieść. Cztery identyfikacje na tej stronie wróciły dokładnie tak — od właściciela zbioru, w jeden dzień. Trzy dalsze zawdzięczamy komuś, kto sto lat temu wziął ołówek i podpisał odwrocie. Jeśli rozpoznajesz kogokolwiek, napisz.

Przejrzyj cały Zbiórkontakt@edwardjanusz.pl